Zmień myślenie...
Inwestuj Inaczej
W życiu każdego człowieka przychodzi moment, w którym wszystko dzieje się jednocześnie. Praca nabiera tempa, pojawia się rodzina, kredyt, dom, dzieci i różne zobowiązania. To czas ogromnej satysfakcji, ale też nieustannego stresu – czy to wszystko da się udźwignąć, czy nie rozsypie się pod ciężarem odpowiedzialności? W teorii to dowód dojrzałości, w praktyce – prawdziwy test wydolności całego organizmu.
Przychodzi taki moment w naszym życiu, gdy człowiek przestaje żyć z kieszonkowego od rodziców, wchodzi w dorosłość i zaczyna utrzymywać się samodzielnie. To chwila, w której młodość zamienia się w prawdziwą dorosłość – z całym jej ciężarem odpowiedzialności, ale też z dumą i satysfakcją z niezależności. Dokładnie ten sam moment przeżywają spółki, gdy wychodząc z fazy młodzieńczej, wchodzą w swoją dorosłość – przestają polegać na pieniądzach inwestorów i zaczynają finansować swój dalszy rozwój z wypracowanych przez siebie zysków.
Burzliwa młodość to okres, w którym spółka wychodzi z etapu start-upu technologicznego i wchodzi w fazę pierwszego dojrzewania. To moment, gdy wszystko dzieje się szybko, intensywnie i z pozoru bez większych ograniczeń. Energia wzrostu pcha ją naprzód, jakby działała na dopalaczach – rynek otwiera się szeroko, a inwestorzy z entuzjazmem śledzą każdy nowy rekord sprzedaży i każdy komunikat o ekspansji. Ale – jak w przypadku typowego nastolatka – pod powierzchnią entuzjazmu i euforii kryje się ryzyko, niepewność i skłonność do podejmowania zbyt ryzykownych decyzji.
Dobry lekarz nie ocenia pacjenta po samym wyglądzie. Nie wystarczy, że pacjent mówi, iż czuje się dobrze lub źle – lekarz przykłada stetoskop, wsłuchuje się w rytm serca, w dźwięk oddechu, osłuchuje płuca i szuka cichych sygnałów, których pacjent sam nie potrafi dostrzec. Bo prawdziwych problemów ze zdrowiem najczęściej nie widać gołym okiem – trzeba je usłyszeć.
Na długo przed świtem, gdy noc wydaje się jeszcze głęboka i cicha, pojawia się pierwszy dźwięk zwiastujący nadchodzący dzień – śpiew skowronków. Nie widać jeszcze słońca, niebo wciąż pozostaje ciemne, ale ci, którzy potrafią się wsłuchać, wiedzą już, że wkrótce noc zmieni się w dzień.
Większość inwestorów działających w segmencie spółek wysokich technologii spogląda na rynek przez teleskop skierowany w złą stronę. Wpatrują się w ruchy kursów akcji, analizują kształty wykresów, śledzą wskaźniki i prognozy, jakby właśnie tam ukryta była prawda o ich przyszłości. Tymczasem to jedynie przypadkowe komety przecinające nocne niebo rynku – świecą przez chwilę, robią wrażenie, ale niczego nie tłumaczą. Źródło światła, prawdziwy blask, znajduje się zupełnie gdzie indziej – w samym rdzeniu biznesu, w ludziach, którzy go tworzą, i w tym, jak realizują swoją wizję.
Inwestowanie w spółki jest jak gra w szachy. Na pierwszy rzut oka widzimy tylko pionki – kurs akcji, raporty, komunikaty giełdowe, analizy finansowe. Plansza wygląda znajomo, figury poruszają się według znanych zasad, a mimo to większość graczy przegrywa nie dlatego, że nie zna reguł, lecz dlatego, że nie rozumie ludzi siedzących po drugiej stronie stołu.
Każdy inwestor, który powierza swój kapitał spółce, staje się w pewnym sensie jego strażnikiem, strażnikiem rozpalonego ogniska. Ten rozpalony ogień symbolizuje jego majątek – delikatny, żywy, potrzebujący uwagi i tlenu, tak by nie zgasł. Wystarczy chwila nieuwagi, a płomień ogniska może zgasnąć lub całkowicie wymknąć się spod kontroli, niszcząc to, co miało gwarantować ciepło i bezpieczeństwo.
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego inwestorzy, których sami uznajecie za najlepszych, osiągają tak imponujące wyniki? Dlaczego mając dostęp do podobnych spółek, podobnych możliwości i podobnego rynku, oni kończą z portfelem wielokrotnie większym od innych?
Wiecie, dlaczego dwóch inwestorów mających niemal identyczne portfele i kupujących bardzo podobne spółki potrafi na końcu osiągnąć zupełnie różne wyniki finansowe? Odpowiedź jest prosta i jednocześnie bolesna: to nie same spółki ani zbudowany z nich portfel inwestycyjny decyduje o ostatecznym sukcesie, ale sposób, w jaki jest on prowadzony i dostrajany w czasie. Inwestowanie w młode spółki technologiczne nie jest inwestowaniem statycznym – to proces wymagający podejmowania ciągłych decyzji, inteligentnych zmian i podejmowania świadomych działań.
Bycie buntownikiem kojarzy się zwykle z młodzieńczym gestem sprzeciwu wobec świata, z odrzucaniem reguł, łamaniem schematów i życiem pod prąd. Ale w świecie finansowym istnieje szczególny rodzaj buntownika, jakim warto zostać – buntownika z wyboru. To ktoś, kto świadomie odrzuca narzucone przez branżę finansową utarte schematy, przestaje podążać za tłumem i stosować nadmierną dywersyfikację, która bardziej służy instytucjom niż samym inwestorom. Taki buntownik wybiera własną drogę – bardziej wymagającą, miejscami trudniejszą i pełną podwyższonego ryzyka, ale w długim horyzoncie o wiele bardziej efektywną dla niego samego.
Zmień myślenie...
Inwestuj Inaczej