
Czy zdajecie sobie sprawę, jak duży wpływ na Wasz przyszły sukces ma sposób, w jaki wykonacie swój pierwszy krok inwestycyjny? Ten moment może wydawać się drobiazgiem – ot, kupujecie swoje pierwsze akcje lub decydujecie się na pierwszą inwestycję. Ale w rzeczywistości to właśnie tutaj zaczyna się cała Wasza podróż, a kierunek, który obierzecie, będzie miał wpływ na każdy kolejny etap Waszej finansowej drogi.
Pierwszy krok to nie tylko decyzja o tym, w co zainwestujecie, ale przede wszystkim strategia, z jaką wejdziecie w świat inwestycji. To jak wejście do labiryntu – jeśli źle wybierzecie początek trasy, możecie szybko utknąć w martwym punkcie albo wejść w ślepy korytarz. Jeśli jednak już od pierwszego kroku świadomie wybierzecie prawidłowy kierunek i odpowiednie narzędzia, Wasza wędrówka będzie od razu prawidłowo ukształtowana.
Duży błąd, jaki popełnia wielu początkujących inwestorów, to przekonanie, że pierwszy krok można zrobić całkowicie przypadkowo, a strategia inwestycyjna „jakoś sama ułoży się później”. To złudzenie prowadzi często do frustracji, strat i rezygnacji na końcu tej podróży. Tymczasem prawda jest zgoła inna – to właśnie tak pierwszy, jak i każdy kolejny krok powinien być dobrze przemyślany.
Dziś opowiem Wam o tym, jak podejść prawidłowo do wykonania pierwszego kroku. Pokażę Wam, dlaczego warto rozważyć rozpoczęcie inwestowania poza giełdą publiczną, jak wybrać właściwy etap rozwoju spółki, jakie warunki kupna akcji mogą chronić Was przed popełnieniem błędu i dlaczego w inwestowaniu mniej tak naprawdę znaczy więcej.
Inwestowanie poza giełdą jako opcja pierwszego wyboru

Na początku inwestycyjnej drogi najważniejsze jest, by nie dać się od razu wciągnąć w grę giełdową na rynku publicznym, w której to co chwila zmieniają się wyceny i kurs akcji spółek, a media będą karmić Was szumem informacyjnym o spadkach i wzrostach konkretnych podmiotów i całych branż. Publiczny rynek akcji nie jest dobrą areną do rozpoczęcia inwestowania w papiery wartościowe. Szczególnie na początku różne emocje, takie jak lęk i chciwości łatwo mogą wziąć górę. Tu łatwo jest stracić zimną krew i szybko zacząć podejmować błędne decyzje pod presją chwili.
Dlatego stawiając pierwsze kroki w inwestycjach, lepiej zainwestować w spółkę nienotowaną, znajdującą się jeszcze poza giełdą. Najlepiej w spółkę wysokich technologii będącą na jeszcze wczesnym, ale nie za wczesnym, etapie rozwoju. To właśnie w tym miejscu jesteście w stanie zbudować swoją pierwszą przewagę nad innymi uczestnikami tego rynku – przewagę niskiej ceny zakupu.
Kupienie spółki poza rynkiem notowanym da Wam kilka bezcennych przewag: znacznie więcej czasu na analizę danego podmiotu, niską cenę zakupu oraz spokój związany z brakiem dziennych notowań cen. Nie ma tu codziennych wahań kursów, które zaatakują Wasze emocje. Zyskujecie tygodnie lub miesiące, by spokojnie przeanalizować potencjał danej spółki oraz kolejny czas po zakupie na spokojne śledzenie jej rozwoju, krok po kroku, bez zbędnej presji otoczenia rynkowego. Nie musicie zastanawiać się, czy należy sprzedać już te akcje, tylko z tego powodu, że ich cena spadła lub wzrosła o 5%, 10%, czy 20% w ciągu krótkiego czasu. To całkowicie inna perspektywa, w której zamiast reagować na szum rynkowy, możecie w skupieniu oceniać realną wartość biznesu i jego wzrost lub spadek w czasie.
Najważniejszą jednak zaletą jest odpowiednio niska cena zakupu. Kupując akcje spółki we wczesnej fazie jej rozwoju, najlepiej blisko planowanego momentu wejścia na giełdę, macie dostęp do dobrej ceny jej zakupu. Pamiętacie ideę windy finansowej?
Debiut spółki na giełdzie to parter, z którego winda startuje. Od tego momentu winda może jeździć kilka pięter w górę, tak samo jak i w dół. W którą stronę winda ruszy, zależy głównie od tego, co reprezentuje sobą dana spółka i jak zrealizuje obietnice złożone swoim akcjonariuszom. Ale bez względu na przyszłość takiej spółki dużo lepszym i optymalnym pomysłem jest wystartowanie w tę podróż z poziomu minus trzy niż z parteru.
Oczywiście, trzeba pamiętać, że zawsze jest coś za coś. Inwestowanie poza giełdą jest obarczone znacznie wyższym ryzykiem i znaczącymi ograniczeniami. Największym problemem jest zawsze brak płynności – nie będziecie w stanie sprzedać akcji w dowolnym momencie. Będziecie musieli poczekać do publicznego debiutu giełdowego lub przejęcia całej spółki przez inny podmiot branżowy. Do tego dochodzi ryzyko niepowodzenia – młode spółki technologiczne rozwijają się dynamicznie, ale część z nich nigdy nie osiągnie swojego docelowego potencjału. Dlatego tak kluczowy jest odpowiedni proces selekcji spółek do Waszego portfela inwestycyjnego, dobre oszacowanie wyceny wartości wewnętrznej oraz zachowanie wymaganego marginesu bezpieczeństwa.
Ale… inwestowanie poza giełdą da Wam unikalną przewagę: niezbędny czas na własną analizę, atrakcyjną cenę wejścia oraz spokój ducha. W zamian wymagać będzie od Was gotowości do zaakceptowania wyższego poziomu ryzyka, większej cierpliwości w działaniu oraz dobrych umiejętności selekcji spółek. Jeśli jednak chcecie naprawdę zbudować solidne fundamenty pod Waszą przyszłą majętność, to nie znam lepszego sposobu na to, by wykonać swój pierwszy krok i od razu spróbować wsiąść do windy na podziemnych kondygnacjach.
Wybór właściwego etapu rozwoju spółki

Jednym z istotnych elementów strategii pierwszego kroku w budowie efektywnego portfela inwestycyjnego jest wybór spółki będącej na odpowiednim etapie rozwoju. Jest to jedna z tych decyzji, które mogą przesądzić o tym, czy Wasz wybór stanie się elastyczną trampoliną do kolejnego etapu Waszego rozwoju finansowego, czy jednak bolesną lekcją otrzymaną tuż na samym początku drogi.
Na rynku młodych spółek technologicznych mamy do czynienia z kilkoma kluczowymi etapami rozwoju tego typu firm i związanymi z tym rozwojem konkretnymi rundami finansowania. Wpierw mamy do czynienia z rundami finansowymi wczesnego etapu rozwoju takich spółek: od etapu inicjującego zwanego pre-seed, przez rundy zalążkowe określane jako early-seed czy seed, aż po późne rundy zalążkowe zwane late-seed.
Kolejne rundy finansowe są już związane z potencjalnym debiutem spółki na giełdzie: od wczesnych etapów planowania debiutu giełdowego zwanych pre-IPO, aż po ostatnią rundę związaną z tym debiutem zwaną IPOoraz klasyczne emisje akcji na rynku giełdowym na późniejszym etapie rozwoju spółki technologicznej. Każda z tych rund ma swoją specyfikę, dedykowane ryzyka i potencjalne korzyści. Ważne jest w związku z tym, by świadomie wybierać tylko te etapy, które zapewniają optymalny balans między podejmowanym ryzykiem a możliwym zwrotem na dokonanej inwestycji.
Moje doświadczenie inwestora działającego już wiele lat na rynku spółek wysokich technologii wskazuje jasno: najlepszymi etapami wejścia dla inwestorów indywidualnych są etapy: late-seed, pre-IPO lub IPO.
Późna runda zalążkowa late-seed to moment, w którym spółka ma już za sobą zweryfikowane najważniejsze ryzyka związane z wczesnym etapem swojego rozwoju, zakończoną fazę eksperymentalną, zbudowany prototyp urządzenia lub technologii oraz zabezpieczone prawa do własności intelektualnej (IP). Zaczynają pojawiać się pierwsze wyniki badań oraz dowody wykonalności fazy rynkowej, a projekt ma realną szansę stać się w przyszłości produktem rynkowym. Ryzyko niepowodzenia tego projektu nadal jest wysokie, ale o cały rząd wielkości mniejsze niż to z wczesnych faz seed. Jednocześnie stosunek ryzyka do potencjalnego zwrotu na kapitale jest tutaj bardzo dobry. To trochę tak, jakbyście startowali w Waszą podróż windą finansową z minus trzeciego piętra.
Faza planowania debiutu giełdowego pre-IPO to różne etapy (early, standard i late) realizowane tuż przed debiutem spółki na giełdzie publicznej – wtedy spółka zwykle zweryfikowała już produkt w warunkach terenowych, wykonała pierwsze badania niezbędne do wymaganych certyfikacji danego produktu oraz jasno określiła strategię swojego przyszłego rozwoju. To także moment, w którym cena zakupu akcji jest jeszcze atrakcyjna, a potencjalne ryzyka niepowodzenia projektu umiarkowane. Stosunek ryzyka do potencjalnego zwrotu na kapitale jest tutaj naprawdę dobry. To trochę tak, jakbyście startowali w Waszą podróż windą finansową z minus drugiego piętra.
Runda finansowa związana z bezpośrednim debiutem spółki na giełdzie zwana IPO to ostatni moment zakupu akcji spółki z dyskontem tuż przed jej debiutem na rynku publicznym. Zazwyczaj ten etap jest związany z ważnym osiągnięciem spółki w jej rozwoju – uzyskaniem jednego z etapu istotnych badań klinicznych, przejściem produktu do istotnego etapu rozwojowego, uzyskaniem niezbędnych pozwoleń czy otrzymaniem dopuszczenia od regulatora. To moment, w którym stosunek ryzyka do potencjalnego zwrotu na kapitale jest wciąż zadowalający, ale nie tak dobry, jak na wcześniejszych fazach rozwoju danego podmiotu. Na tym etapie zyskujecie jednak szybką płynność akcji poprzez ich bliski debiut na rynku publicznym oraz możliwość ich sprzedaży w dowolnym momencie. Na tym etapie startujecie w Waszą podróż windą finansową z poziomu minus pierwszego piętra.
Wcześniejsze fazy rozwoju pre-seed, early-seed czy seed to etapy obarczone ponadprzeciętnym i bardzo wysokim ryzykiem inwestycyjnym, z których 9 na 10 projektów kończy się porażką. Na tych etapach absolutnie odradzam inwestowanie własnych pieniędzy, bo zwyczajnie matematycznie to wszystko się na końcu Wam nie pospina. Zostawcie tę grę dla profesjonalnych funduszy venture capital lub profesjonalnych aniołów biznesu związanych z założycielami danego projektu. Wy jako inwestorzy indywidualni szczególnie tacy, którzy stawiają swoje pierwsze kroki w tym segmencie rynku, nie możecie sobie pozwolić na takie ryzyko.
Podobnie nie do końca korzystną sytuację będziecie mieli w przypadku spółek już notowanych na giełdzie – tam cena akcji w jakiejś części odzwierciedla już obecny rozwój danej spółki i w gąszczu tego typu spółek niełatwo znaleźć taką, która wciąż ma przed sobą duży potencjał do wzrostu. Natomiast każda z takich spółek ma… swój potencjał do spadku wyceny. Stanie się tak w sytuacji, gdy nie spełni oczekiwań pokładanych w niej przez jej obecnych akcjonariuszy. Stosunek ryzyka do potencjalnego wzrostu Waszego kapitału jest więc w tym wypadku naprawdę mało korzystny i obarczony ryzykiem gwałtownego spadku w przypadku niedowiezienia kluczowych obietnic przez dany podmiot.
Z tego powodu Waszym podstawowym celem powinno być poszukiwanie spółek będących na tych trzech optymalnych dla Was etapach: late-seed, pre-IPO i IPO. To w tym miejscu odnajdziecie potencjalną windę finansową, ponieważ to tutaj najkorzystniej działa zasada ograniczania ryzyka przy jednoczesnym zachowaniu realnego potencjału na wielokrotne zwroty z inwestycji. Po prostu niska cena wejścia na odpowiednim etapie rozwoju danej spółki najlepiej ochroni Wasz kapitał przed ryzykiem strat. A jeżeli dobrze wybierzecie pierwszą lub pierwsze spółki do swojego portfela inwestycyjnego, to szybko zaczniecie przemieszczać się w kierunku kolejnego etapu Waszego rozwoju finansowego.
Efektywna strategie zakupu akcji

Sam wybór spółki i etapu jej rozwoju to ważne elementy, ale nie jedyne istotne. Równie ważne jest to, w jaki sposób kupicie akcje i jaką strategię przyjmiecie przy ich nabywaniu. Wielu młodych stażem inwestorów sądzi, że wystarczy „wrzucić” pieniądze w ciekawą spółkę i poczekać na efekty. Tymczasem strategia zakupu może w długim terminie decydować o sukcesie lub porażce danej inwestycji.
Pierwszym elementem, który chciałbym szczególnie podkreślić, jest inwestowanie w większej grupie inwestorów, najlepiej różnego rodzaju formalnych lub nieformalnych klubach inwestycyjnych. Wspólne wejścia kapitałowe w wybraną spółkę niesie ze sobą ogromne korzyści:
- macie większe możliwości weryfikacji danego projektu,
- zyskujecie szerszy dostęp do informacji,
- możecie negocjować lepsze warunki zakupu,
- nawiązujecie relacje z innymi inwestorami obecnymi w akcjonariacie danej spółki,
- możecie dzielić się wiedzą i doświadczeniem.
Każda gra zespołowa jest zawsze bardziej efektywna od gry indywidualnej – nie tylko macie więcej informacji i opcji oraz silniej zredukowane ryzyko, ale też łatwiej unikniecie prostych błędów, które samodzielnie moglibyście dość szybko popełnić.
Drugim filarem efektywnej strategii kupna akcji jest perspektywa długoterminowa. Jeżeli nie jesteście gotowi trzymać danej spółki przez co najmniej dekadę, to najlepiej… w ogóle w nią nie inwestujcie. Wydaje się długo? Może, ale to właśnie długi horyzont czasowy daje największe korzyści w inwestowaniu:
- odporność na krótkoterminowe wahania cen i presję emocjonalną,
- większą szansę, że spółce wystarczy czasu na osiągnięcie swojej dojrzałości rynkowej,
- możliwość skorzystania z efektu czasu i magii procentu składanego,
- dostęp do pełnych efektów wzrostu wartości i wypłacanych w przyszłości dywidend.
Krótko mówiąc: kto chce zbierać plony, musi dać drzewu czas, by urosło, dojrzało i wydało na świat swoje owoce. Właściciel sadu zyskuje najwięcej nie na sprzedaży drzewa w czasie jego wzrostu, ale w chwili, gdy zaczyna ono obficie rodzić.
Ostatnim istotnym elementem jest konsekwencja w podejściu do realizacji planu. Zakup akcji nie powinien być impulsem chwili, tylko częścią jasno przemyślanej strategii inwestycyjnej. Powinniście dokładnie wiedzieć, dlaczego kupujecie daną spółkę, znać horyzont czasowy oraz ryzyka, jakie są z tym zakupem związane, a także wiedzieć, przy jakich warunkach oraz w jakim czasie (jeśli w ogóle) planujecie wyjście z danej inwestycji. Takie podejście ochroni Was przed podejmowaniem chaotycznych decyzji, które są największym wrogiem młodego stażem inwestora.
Mniej znaczy więcej

Jednym z największych błędów młodych stażem inwestorów jest przekonanie, że im więcej spółek posiadają w portfelu, im bardziej zdywersyfikują swój portfel akcji, tym bardziej są zabezpieczeni przed ryzykiem inwestycyjnym. To fałszywe poczucie bezpieczeństwa – w praktyce bowiem zbyt duża liczba spółek sprawia, że tracicie kontrolę nad Waszym portfelem, nie możecie rzetelnie monitorować i analizować rozwoju każdej z nich i co najważniejsze, tracicie możliwość skorzystania z efektu windy finansowej.
Zamiast więc dywersyfikować swój portfel inwestycyjny, powinniście kierować się zasadą rygorystycznej selekcji i wyboru jakości, a nie liczby spółek do Waszego portfela inwestycyjnego. W inwestowaniu mniej znaczy więcej. Kilka dobrze wyselekcjonowanych spółek z potencjałem, które rozumiecie, i które jesteście w stanie monitorować i analizować w miarę na bieżąco, daje dużo większe szanse na wskoczenie do windy finansowej i Wasz długoterminowy sukces niż kilkanaście przypadkowych podmiotów wciśniętych do portfela z powodu „koniecznej dywersyfikacji”.
Przy wyborze kolejnej spółki do Waszego portfela inwestycyjnego zadajcie sobie pytanie: Czy ta nowa spółka jest rzeczywiście lepsza od którejkolwiek z tych, które już posiadam w moim portfelu?
Jeśli odpowiedź na to pytanie brzmi „nie”, to nie powinniście jej na siłę dokładać do swojego portfela tylko dlatego, że też ma potencjał. Zamiast tego rozważcie, czy nie lepiej powiększyć zaangażowania w te podmioty, które już macie w portfelu i które realnie lepiej wypadają w zestawieniu z tym nowym podmiotem. Budowanie efektywnego portfela inwestycyjnego to nie gra w ilość, tylko jakość obecnych tam spółek. I tylko najlepsze z nich powinny stanowić fundament Waszego portfela inwestycyjnego, dzięki któremu będziecie w stanie zbudować swoją przyszłą majętność.
Każdy nowy element Waszego portfela powinien być dokładnie przemyślany i dopasowany. Dlatego przy dobrze prowadzonym portfelu inwestycyjny nowe spółki będą pojawiały się w nim bardzo, ale to bardzo rzadko i tylko wtedy, gdy naprawdę nabierzecie przekonania, że ich jakość przewyższa to, co już w nim posiadacie.
Zawsze pierwszy krok to początek nowej podróży. W inwestowaniu nie jest inaczej – od tego, jak go postawicie, zależy cały kierunek Waszej finansowej wędrówki. Wybór odpowiedniego miejsca startu, właściwego etapu rozwoju spółki, strategii zakupu akcji i rygorystycznego podejścia do selekcji spółek do portfela – to wszystko tworzy fundament, na którym będziecie budować swoją majętność.
Pamiętajcie, że strategia pierwszego kroku to nie poszukiwanie szybkiego zysku, ale świadome wejście do gry, w której liczy się cierpliwość, konsekwencja i zdolność do kontrolowania własnych emocji. To tutaj stawiacie pierwsze fundamenty pod Waszą twierdzę majętności, a każdy z nich musi być mocny, mądrze zaplanowany i osadzony we właściwym miejscu.
Teraz gdy wiecie już, na czym polega strategia pierwszego kroku, pojawia się kolejne wyzwanie – jak budować swój portfel na różnych etapach Waszego rozwoju finansowego? Jak zrobić to efektywnie, by zbudować własną majętność, jak zostać „buntownikiem z wyboru”… Ale o tym opowiem Wam już następnym razem.