
Inwestowanie w spółki jest jak gra w szachy. Na pierwszy rzut oka widzimy tylko pionki – kurs akcji, raporty, komunikaty giełdowe, analizy finansowe. Plansza wygląda znajomo, figury poruszają się według znanych zasad, a mimo to większość graczy przegrywa nie dlatego, że nie zna reguł, lecz dlatego, że nie rozumie ludzi siedzących po drugiej stronie stołu.
Bo prawdziwa gra nie toczy się na planszy, lecz w głowach graczy – w decyzjach zarządu, intencjach kluczowych menedżerów, dynamice rady nadzorczej czy w relacjach między głównymi akcjonariuszami. To oni decydują, kiedy ruszyć do ataku, a kiedy się cofnąć. To oni wiedzą, jaką strategię przyjąć i kiedy poświęcić figurę, by wygrać całą partię. Inwestor, który tego nie rozumie, widzi tylko własną połowę szachownicy – ruchy, które wydają się logiczne, ale nie oddają pełnego obrazu sytuacji.
Dlatego nie da się zbudować skutecznego systemu monitorowania i analizy spółek bez budowania relacji z ich kluczowymi przedstawicielami. W inwestowaniu, tak jak w szachach, przewagę zyskuje nie ten, kto zna zasady, ale ten, kto potrafi czytać zamiary przeciwnika, planować kilka ruchów naprzód i zrozumieć, że człowiek jest kluczem do każdej decyzji biznesowej.
Właśnie dlatego mądry inwestor nie gra samymi pionkami. Uczy się motywacji, zachowań i sposobu działania ludzi, razem z którymi inwestuje – słucha, obserwuje, zadaje pytania i buduje długoterminowe relacje oparte na wzajemnym zaufaniu. Bo to one dopiero pozwalają mu widzieć więcej niż tylko układ figur na planszy – dostrzegać strategię, zanim stanie się widoczna dla pozostałych uczestników tego rynku.
A dobre zrozumienie toczonej gry to pierwszy krok, by przestać być biernym widzem i stać się jej pełnoprawnym uczestnikiem – by naprawdę zacząć w nią grać.
Relacje jako podstawa dobrej analizy

Większość inwestorów giełdowych zatrzymuje się na analizie liczb z raportów lub wykresów cen. Wierzą, że analiza techniczna lub finansowa, dobry wykres czy arkusz kalkulacyjny lub kilka trafnych wskaźników wystarczą, by zrozumieć daną spółkę i jej wycenę. Tymczasem to połowa prawdy. Prawdziwa analiza zaczyna się tam, gdzie kończą się wykresy i raporty – w relacjach z ludźmi.
Trzeba pamiętać, że spółka to nie jej bilans, nie raport kwartalny i nie zestaw wskaźników – to przede wszystkim ludzie, którzy ją tworzą. Zarząd, który podejmuje ciągłe decyzje w warunkach niepewności. Menedżerowie, którzy mierzą się z presją codziennych wyborów. Akcjonariusze, którzy mają swoje własne cele i ambicje. Każdy z nich jest figurą na szachownicy. A każda taka figura ma swój własny plan, ograniczenia i inne motywacje do działania.
Właśnie dlatego analiza spółki nie może ograniczać się do suchej analizy liczb. To proces, w którym inwestor powinien postarać się zrozumieć kontekst, intencje i dynamikę podejmowanych decyzji. Z tonu głosu podczas rozmowy, z gestu na konferencji, z drobnego szczegółu w wypowiedzi można wyczytać znacznie więcej niż z samego śledzenia wskaźników czy wykresów cen. To subtelne sygnały, które mówią o nastrojach, determinacji lub problemach do rozwiązania, zanim staną się one widoczne dla szerokiego rynku.
Zbudowane relacje z przedstawicielami spółek portfelowych dają inwestorowi coś, czego nie zapewni żadne inne działanie – dodatkowe oko analizy, dzięki któremu może dostrzec to, co dla innych pozostaje niewidoczne. Pozwalają łączyć twarde dane z miękkim zrozumieniem procesu decyzyjnego, bo przecież dobra analiza to także psychologia, intuicja i umiejętność słuchania.
Inwestor, który dobrze zna ludzi stojących za daną spółką, potrafi lepiej wczuć się w konkretną sytuację i trafniej interpretować dane wydarzenia. Rozumie, kiedy cisza w komunikacji oznacza skupienie, a kiedy sygnalizuje powstanie nowego problemu. Widzi, kiedy decyzja o zmianie kierunku to działanie strategiczne i uzasadnione, a kiedy staje się reakcją obronną na presję otoczenia. Dobre relacje z kluczowymi przedstawicielami spółki to nic innego jak niezwykle istotna przewaga poznawcza.
Z tego powodu to właśnie relacje z kluczowymi przedstawicielami Waszych spółek portfelowych są absolutnym fundamentem skutecznej analizy takiej spółki w długim terminie. Dane pokażą Wam, co się wydarzyło. Relacje – dlaczego. A zrozumienie „dlaczego” zaprowadzi Was do zbudowania przewagi inwestycyjnej.
Zacznij od samego początku

Budowanie relacji z ludźmi z danej spółki to proces, który powinien rozpocząć się nie wtedy, gdy staje się ona popularna i ogólnie dostępna na rynku, ale w momencie, gdy dopiero dołączasz do jej akcjonariatu jako inwestor. To właśnie w tym momencie masz najlepszą okazję, aby nawiązać prawdziwy, partnerski kontakt z jej kluczowymi przedstawicielami – zanim pojawi się tłum inwestorów, ograniczenia formalne i wynikające z nich bariery komunikacyjne.
W przypadku spółek nienotowanych budowanie relacji jest znacznie prostsze. Nie obowiązują jeszcze przepisy ograniczające przepływ informacji, a każdy nowy inwestor jest traktowany jak cenny nabytek dla spółki. Dla zarządu takiej spółki to czas intensywnego rozwoju, w którym każda osoba okazująca zaangażowanie i chęć współpracy staje się dla nich istotnym partnerem. Wystarczy otwartość, ciekawość i chęć uczestniczenia w życiu spółki – rozmowy, pytania, wsparcie merytoryczne i komunikacyjne. To moment, w którym można w prosty sposób zbudować trwałe relacje oparte na zaufaniu i wzajemnym szacunku, które często okazują się bezcenne w przyszłości.
Z kolei w spółkach publicznych, które są już notowane na giełdzie, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Tutaj pojawia się szereg regulacji prawnych – od obowiązków informacyjnych po przepisy MAR – które ograniczają możliwości komunikacyjne zarządu z jej akcjonariuszami i tworzą asymetrię w dostępie do informacji. To nieuniknione, ponieważ spółka z definicji staje się instytucją publiczną. Jednak jeśli wcześniejsze relacje zostały zbudowane prawidłowo, zanim firma osiągnęła ten etap, to takie relacje będą Wam procentować w kolejnych latach lepszym dostępem do kluczowych informacji. Zawsze będą instytucje finansowe i akcjonariusze bliżej związani ze spółką, którzy – mimo oficjalnych przepisów – będą mieli lepszy dostęp do istotnych danych. W momencie, gdy inni inwestorzy będą próbowali przebić się przez formalny język raportów okresowych, Wy będziecie lepiej rozumieli kontekst, ton i sposób działania osób, które te raporty tworzą.
Moment wejścia na pokład spółki to więc nie tylko sam moment zakupu akcji, ale też początek nawiązywania dobrej i współpracy. Od pierwszego dnia warto pokazać, że jesteście inwestorami świadomymi – nie kimś, kto czeka na realizację szybkiego zysku, ale kimś, kto rozumie proces budowania wartości. Wystarczy kilka prostych gestów: uczestniczenie w spotkaniach inwestorskich, zadawanie mądrych pytań, konstruktywna wymiana opinii po publikacji raportu okresowego. Takie działania są jak sygnał wysłany do drugiej strony – że na pokładzie spółki pojawił się ktoś, kto potrafi słuchać, myśleć długoterminowo i wnosić dodatkową wartość do całego procesu.
Budowanie relacji to zwracanie uwagi na ludzi i ich potrzeby

Każda relacja – również ta inwestorska – zaczyna się od prostych, ludzkich zachowań. Nie od analizy raportu czy arkusza kalkulacyjnego, ale od sposobu, w jaki potrafisz rozmawiać, słuchać i okazywać szacunek. To banał, który na rynku kapitałowym zbyt często bywa zapominany. A przecież za każdą spółką stoją konkretni ludzie: zarząd, menedżerowie, pracownicy – z ambicjami, obawami i potrzebą uznania. Jeśli chcesz budować relacje, które przetrwają rynkowe zawirowania, musisz nauczyć się widzieć człowieka, a nie tylko stanowisko czy funkcję. Bo najprostsze gesty mają największe znaczenie.
Bycie miłym, punktualnym i rzeczowym. Utrzymywanie regularnego kontaktu, a nie odzywanie się tylko wtedy, gdy coś się dzieje. Zadawanie mądrych pytań, które pokazują, że naprawdę słuchasz, zamiast wygłaszania własnych opinii. Dotrzymywanie słowa – nawet w drobiazgach. To właśnie te małe gesty budują reputację inwestora, którego się szanuje i do którego chce się wracać z informacjami, nawet nieformalnie.
Relacje wymagają równowagi. Nie chodzi o nachalność, kontrolowanie zarządu czy wchodzenie w rolę audytora. Rolą inwestora nie jest narzucanie swojej wizji, lecz zrozumienie cudzej. Im więcej okażesz empatii i zrozumienia dla sytuacji drugiej strony, tym chętniej będzie ona dzielić się z Tobą informacjami i kontekstem. Zaufanie nie rodzi się z presji, ale z szacunku i autentycznego zainteresowania.
Warto też pamiętać, że ludzie w zarządach to nie tylko decydenci, ale też uczestnicy długiego procesu. Zmagają się z tymi samymi emocjami co inwestorzy – stresem, niepewnością, czasem nawet poczuciem samotności w podejmowaniu decyzji. Dlatego najlepsze relacje budują ci, którzy potrafią być partnerami, a nie sędziami. Partnerem, który nie tylko ocenia efekty, ale rozumie proces.
Zaufanie i reputacja to waluty, które mają na rynku większą wartość niż złotówki. Raz zdobyte, procentują latami. Raz utracone – są trudne w odzyskaniu. Dlatego inwestor, który potrafi budować relacje oparte na kulturze osobistej, wiarygodności i wzajemnym szacunku, zyskuje coś, czego nie da się kupić: zaufanie, które otwiera drzwi, gdy inni stoją w kolejce przed zamkniętym gabinetem.
„Buduj relacje, a sprzedaż przyjdzie samoistnie”.
Barbara Corcoran
Na rynku kapitałowym działa dokładnie ta sama zasada – buduj relacje, a wiedza, dostęp i zaufanie przyjdą do Ciebie same.
Relacje dojrzewają razem ze spółką

Relacje z przedstawicielami spółki nie są też czymś statycznym. Zmieniają się wraz z jej rozwojem – dojrzewają, ewoluują i nabierają nowego znaczenia. To, co na początku jest bezpośrednim kontaktem, z czasem może przekształcić się w bardziej sformalizowaną współpracę, wymagającą większej cierpliwości, taktu i doświadczenia. Inwestor, który rozumie tę ewolucję, potrafi dostosować się do nowych realiów i nadal utrzymywać skuteczny dialog ze spółką i jej przedstawicielami.
Na wczesnym etapie rozwoju kontakt z zarządem i kluczowymi menedżerami jest łatwy i prosty. Spółka dopiero się tworzy, każdy inwestor jest dla niej ważny, a rozmowy toczą się bez zbędnego pośpiechu i formalności. W takich momentach relacje przypominają zwykłe rozmowy – każdy zna każdego, a informacja przepływa naturalnie. To moment, w którym inwestor może naprawdę poznać ludzi, którzy tworzą firmę: ich sposób myślenia, styl pracy, ambicje i motywacje. To też czas, kiedy relacja opiera się głównie na zaufaniu i wspólnej wierze w potencjał przedsięwzięcia.
Ale w momencie, gdy spółka dojrzewa, trudniej o taką bezpośredniość. Pojawiają się nowe poziomy zarządzania, procesy, obowiązki informacyjne i coraz więcej ograniczeń wynikających z regulacji prawnych. W naturalny sposób relacja inwestora z zarządem staje się bardziej formalna – mniej bezpośrednia, a bardziej strukturalna. Jest to jednak coś naturalnego. To dowód dojrzewania – zarówno spółki, jak i samej zbudowanej relacji. To właśnie w tym miejscu najlepiej procentuje praca wykonana wcześniej, gdy relacja została zbudowana na solidnych podstawach zaufania i wzajemnego zrozumienia.
Dojrzałe już relacje nie potrzebują codziennego kontaktu. Opierają się na wzajemnym szacunku, lojalności i świadomości, że druga strona działa w dobrej wierze. Inwestor, który przeszedł z firmą długą drogę – od start-upu po etap dojrzałości – zyskuje zupełnie inny rodzaj i poziom dostępu do istotnych informacji. Gdy inni inwestorzy słyszą i widzą jedynie oficjalne komunikaty spółki, on potrafi wychwycić ton, kontekst i znaczenie przekazane między wierszami. To istotna przewaga, której nie da się zbudować z dnia na dzień, która wymaga dużej ilości czasu.
Warto jednak zrozumieć, że wraz z dojrzewaniem spółki dojrzewa też język relacji. W miejsce prostej komunikacji pojawia się profesjonalizm, w miejsce spontaniczności – struktura, w miejsce intuicji – kluczowe dane. Ale w dobrze zbudowanych relacjach nie znika to, co najważniejsze: wzajemne zaufanie. Ono staje się wtedy mostem łączącym dwa światy – spółkę, która dorasta do roli poważnego podmiotu rynkowego, i inwestora, który dorasta do roli partnera strategicznego.
Dlatego tak ważne jest, by inwestor umiał mądrze towarzyszyć spółce w jej procesie rozwoju – z cierpliwością, pokorą i świadomością, że dobre relacje, tak jak dobre wino, dojrzewają z czasem.
Dyscyplina i regularność kontaktów

Relacje wymagają też dyscypliny i regularności. Nawet najlepiej zbudowana relacja ze spółką nie przetrwa, jeśli zabraknie w niej systematyczności, rytmu i konsekwencji w działaniu. Dlatego mądry inwestor nie ogranicza się do okazjonalnych rozmów czy reagowania tylko wtedy, gdy pojawia się problem. On planuje cały schemat kontaktów, który staje się naturalnym elementem jego strategii inwestycyjnej.
W praktyce oznacza to na początkowym etapie rozwoju spółki minimum trzy do czterech spotkań w roku – najlepiej raz na kwartał. Takie tempo pozwala zachować równowagę: z jednej strony nie przytłacza spółki nadmiarem kontaktu, a z drugiej daje inwestorowi wystarczająco dużo punktów kontrolnych, by na bieżąco śledzić postępy w realizacji strategii i harmonogramu działań w kluczowych obszarach. A każde tego typu spotkanie to szansa na aktualizację wiedzy, doprecyzowanie kontekstu i wychwycenie subtelnych sygnałów, których nie znajdziecie w innych miejscach.
Dyscyplina w utrzymywaniu cyklicznych kontaktów nie polega też na nachalności, ale na systematycznym okazywaniu zainteresowania. To postawa, która pokazuje, że inwestor traktuje relację poważnie i konsekwentnie. Nie musi znać wszystkich szczegółów, ale powinien rozumieć rytm spółki, jej tempo rozwoju i to, jak reaguje na zmiany otoczenia rynkowego. To właśnie systematyczność pozwala odróżnić chwilowe zawirowania od pojawienia się trwałych problemów.
Każdy kontakt powinien więc mieć swój cel – nie chodzi o samo spotkanie, ale o mądre wykorzystanie czasu obu stron. Warto zawczasu przygotować pytania, które odnoszą się do bieżącej sytuacji i poprzednio odbytych rozmów, zapytać o realizację zapowiedzianych działań, o zmiany w priorytetach czy o pojawiające się nowe szanse i zagrożenia. Takie spotkania są elementem ciągłej analizy – swoistym przeglądem inwestycyjnym, który pozwala inwestorowi zachować kontrolę nad swoją inwestycją i spać spokojnie.
W długim terminie to właśnie takie działania odróżniają skutecznego inwestora od tego przeciętnego. Ten pierwszy działa według planu – spokojnie, rytmicznie, z szacunkiem do procesu. Ten drugi pojawia się i znika, podążając za trendami, emocjami i nagłówkami gazet. A przecież skuteczne inwestowanie to działanie, w którym regularność i konsekwencja stają się najlepszymi sprzymierzeńcami w budowaniu trwałej przewagi – takiej, która w długiej perspektywie zbuduje Waszą majętność.
Relacje w inwestowaniu są jak ruchy na szachownicy – każdy ma znaczenie, a ich moc ujawnia się dopiero po czasie. Nie da się wygrać partii jednym ruchem, tak samo jak nie da się zbudować trwałej przewagi inwestycyjnej po jednej rozmowie czy spotkaniu. Potrzeba strategii, cierpliwości i konsekwencji. Bo dobra relacja nie polega na tym, by być blisko wtedy, gdy wszystko idzie dobrze, ale na tym, by być obecnym także wtedy, gdy sytuacja staje się trudna.
Doświadczeni inwestorzy wiedzą, że najlepsze decyzje inwestycyjne rodzą się w rozmowach, które pozwalają lepiej zrozumieć drugą stronę, jej intencje i sposób myślenia. Właśnie to ludzkie zrozumienie, zbudowane na szacunku i regularnym kontakcie, daje przewagę, której nie da się kupić za żadne pieniądze ani zbudować w żaden inny sposób.
Budowanie relacji nie jest więc tylko miękką umiejętnością – to twardy element strategii. Kto potrafi utrzymać zaufanie, zachować rytm i działać konsekwentnie, ten widzi i słyszy więcej – i znacznie wcześniej niż inni. A w tym ekosystemie to właśnie ten jeden ruch wyprzedzający może zdecydować o wyniku całej partii.
A jak stworzyć własny system wczesnego ostrzegania, który pozwoli wychwycić pierwsze sygnały zagrożeń, zanim staną się problemem? Co tak naprawdę jest najważniejsze? Jak skupić swoją uwagę na wszystkim, co ważne? O tym napiszę Wam już następnym razem.