obserwuj mnie

Od Talesa do Archimedesa

Wycena młodych spółek technologicznych to zadanie, które wymaga precyzji chirurga i wyobraźni wizjonera. Młode firmy technologiczne działają w świecie innowacji, gdzie jedno przełomowe odkrycie może wywrócić cały rynek do góry nogami, ale też równie łatwo może doprowadzić do spektakularnej porażki. Tradycyjne metody wyceny będą tutaj zawodzić, bo po prostu nie są w stanie uchwycić tego, co najważniejsze – niepewności. A to właśnie niepewność, ryzyko i wizja przyszłości determinują wartość wewnętrzną młodych spółek technologicznych.

Dziś opowiem Wam o metodach wycen, które najczęściej stosuje się w przypadku takich firm. Przyjrzymy im się z bliska i zobaczymy, czy zawsze są odpowiednie. Odbędziemy podróż przez labirynt metod wyceny, gdzie nie wszystko jest tym, czym wydaje się na początku. Ale na końcu tej drogi odkryjemy narzędzie, które pozwoli Wam na prawidłową wycenę wewnętrzną młodych spółek technologicznych z prostotą i realizmem – metodę, która nie tylko jest stosunkowo dokładna, ale również pomaga spojrzeć w przyszłość z większą dozą pewności.

Metoda porównawcza

Metoda porównawcza, na pierwszy rzut oka, wydaje się najprostszym i najbardziej intuicyjnym sposobem wyceny spółki. Jej założenie jest proste: jeśli mamy kilka podobnych firm, możemy na podstawie ich wyceny oszacować wartość spółki, którą chcemy ocenić. W teorii wygląda to doskonale, ale gdy przeniesiemy ten schemat na grunt młodych spółek technologicznych, zaczynają się prawdziwe schody.

Wyobraź sobie próbę porównania dwóch młodych firm technologicznych, które rozwijają zupełnie różne technologie, działają na różnych rynkach i znajdują się na różnych etapach rozwoju. Nawet jeśli te firmy wydają się do siebie podobne, w rzeczywistości różnice między nimi mogą być ogromne.

W młodych spółkach technologicznych często brakuje jednoznacznych benchmarków. Każda firma to osobna historia, z unikalnym podejściem do technologii, innym zespołem i zupełnie różnymi prognozami dotyczącymi przyszłych przychodów. Nawet jeśli znajdziecie kilka firm, które działają w podobnym obszarze, ich potencjalny sukces na rynku zależy od tylu zmiennych, że jakiekolwiek porównanie zaczyna przypominać wróżenie z kart.

Branża technologiczna jest wyjątkowo dynamiczna. To, co dziś jest gorącym trendem, jutro może popaść w zapomnienie. Porównywanie młodych spółek technologicznych z podobnymi firmami, które rozwijały podobne technologie, ale w zupełnie innych warunkach rynkowych, może prowadzić do całkowicie błędnych wniosków. 

Kolejnym istotnym problemem jest subiektywność w doborze spółek do porównania. Inwestorzy, analitycy czy doradcy finansowi mogą mieć różne kryteria oceny i różne spojrzenie na to, które firmy są faktycznie porównywalne. Taka subiektywność może prowadzić do skrajnie różnych wycen tej samej spółki, w zależności od tego, jakie firmy zostaną wybrane do porównania.

W praktyce metoda porównawcza jest bardzo zawodna, gdy mówimy o młodych spółkach technologicznych. Ich wartość opiera się na potencjale, innowacyjności i wielu niemierzalnych danych, które trudno ująć w liczby na podstawie prostych porównań z innymi firmami.

Metoda porównawcza, choć wydaje się prosta, w przypadku młodych spółek technologicznych nie sprawdzi się w praktyce. Bez odpowiednich benchmarków i w dynamicznie zmieniającym się środowisku technologicznym porównywanie takich firm może prowadzić do poważnych błędów w wycenie. To jak próba porównania jabłek do pomarańczy – niby są to owoce, ale ich wartość i unikalne cechy są zupełnie inne. Dlatego, choć metoda porównawcza może być użyteczna w innych sektorach, w kontekście młodych spółek technologicznych wymaga ostrożności i wysokiego sceptycyzmu.

Metoda DCF (zdyskontowanych przepływów pieniężnych)

Metoda DCF – discounted cash flows, czyli zdyskontowanych przepływów pieniężnych – to klasyka w świecie finansów. W teorii brzmi jak idealne narzędzie do wyceny każdej spółki – przewidujecie przyszłe przepływy pieniężne, dyskontujecie je na dzień dzisiejszy i – voilà – macie wartość wewnętrzną firmy. W praktyce jednak, gdy spróbujecie zastosować tę metodę do wyceny młodych spółek technologicznych, napotkacie na przeszkody, które sprawią, że cały ten proces stanie się równie nierealistyczny, co liczenie gwiazd na niebie.

Kluczowym problemem przy stosowaniu metody DCF do wyceny młodych spółek technologicznych jest brak przewidywalnych przychodów. Firmy te operują na bardzo wczesnym etapie rozwoju, gdzie jedynym pewnikiem jest niepewność. Realne przychody mają się pojawić dopiero za kilka lat – o ile w ogóle się pojawią. Jak zatem stworzyć prognozy przepływów pieniężnych, gdy nie mamy nawet punktu odniesienia w postaci historycznych danych finansowych?

Wycena oparta na przewidywaniu przyszłych przychodów to w takich przypadkach gra w zgadywankę, a nie liczenie oparte na metodach matematycznych. Nawet jeśli optymistycznie założymy, że firma odniesie sukces, to jak dokładnie przewidzieć, kiedy ten sukces nastąpi i w jakiej skali w danym czasie? Bez przewidywalnych przychodów prognozy takie będą obarczone zbyt dużym błędem, a wyniki oparte o metodę DCF staną się niewiarygodne.

Działalność młodych spółek technologicznych podlega rozlicznym ryzykom – technologicznemu, rynkowemu, operacyjnemu. Metoda DCF, mimo że koryguje wycenę poprzez stopę dyskontową, nie jest w stanie uchwycić wszystkich niuansów, które wpływają na przyszłość takich firm. Jak wycenić technologię, która jeszcze nie została sprawdzona na rynku? Jak przewidzieć, czy rynek przyjmie nowy produkt, czy może odrzuci go z miejsca?

Zastosowanie wysokiej stopy dyskontowej nie rozwiązuje problemu – po prostu jeszcze bardziej obniża wartość prognozowanych przepływów pieniężnych, które i tak już są niewiarygodne. W efekcie metoda DCF prowadzi często do absurdalnie niskich i niewiarygodnych wycen, które nie oddają rzeczywistego potencjału innowacyjnej firmy.

Metoda DCF wymaga precyzyjnych założeń dotyczących przyszłych przychodów, kosztów, marż, inwestycji i wielu innych czynników. W przypadku młodych spółek technologicznych, gdzie większość tych zmiennych jest nieprzewidywalna, metoda ta jest całkowicie nieefektywna. A każda nawet najmniejsza zmiana założeń dramatycznie wpływa na wynik, co czyni wycenę nie tylko trudną, ale i potencjalnie obarczoną zbyt wysokim błędem matematycznym. Inwestorzy jednak często wpadają w tę pułapkę pozornej dokładności metody DCF, zapominając, że cała ta precyzja opiera się na danych wziętych z sufitu. 

Metoda venture capital (VC)

Metoda venture capital (VC) to podejście wywodzące się prosto z Doliny Krzemowej, gdzie ryzyko jest na porządku dziennym, a marzenia o wielkich zyskach napędzają rozwój inwestycji. W świecie młodych spółek technologicznych VC jest często pierwszym wyborem – zarówno dla inwestorów, jak i dla założycieli firm. Ale czy to naprawdę niezawodny sposób, który pozwala na właściwą wycenę tych pełnych potencjału, ale też ryzykownych przedsięwzięć?

Metoda VC zakłada, że inwestujący w młode spółki technologiczne są gotowi zaryzykować wszystko w nadziei na nieprzeciętne zwroty z inwestycji. To podejście jest z definicji nastawione na wysokie ryzyko. W zamian za to ryzyko oczekują jednak nagrody, która przyniesie spektakularne zyski.

Wartość spółki wycenianej metodą VC jest często oparta na przyszłym potencjale, a nie na rzeczywistych danych finansowych. Inwestorzy opierają swoje założenia na nadziei, że firma stanie się „jednorożcem” – czyli osiągnie wartość przekraczającą miliard dolarów. Ale te założenia są oparte na intuicji, a nie na twardych danych.

Jednym z największych wyzwań metody VC jest jej subiektywność. Analitycy opierają swoje założenia na intuicji, optymizmie i wyczuciu rynku. To, co jednemu analitykowi może wydawać się świetną okazją, dla innego będzie przereklamowanym przedsięwzięciem. W efekcie wyceny spółek mogą dramatycznie różnić się w zależności od tego, kto je przeprowadza.

Dodatkowo metoda VC ma tendencję do przeceniania wartości wewnętrznej młodych spółek technologicznych. To wynik „efektu róży”, gdzie analitycy widzą przyszłość przez różowe okulary, zapominając o nieuchronnych wyzwaniach i przeszkodach lub ignorując je, kiedy pojawiają się na drodze do sukcesu. To z jednej strony napędza rozwój takich firm, ale z drugiej – prowadzi do tworzenia bańki, która zazwyczaj w końcu pęka, przynosząc straty wszystkim podmiotom i osobom w nią zaangażowanym.

Innym aspektem metody VC jest jej skoncentrowanie na krótkoterminowych wynikach. Analitycy VC zazwyczaj oczekują szybkiego zwrotu z inwestycji – najczęściej w przeciągu kilku najbliższych lat. To powoduje, że wycenione firmy stają pod ogromną presją, by osiągnąć szybki wzrost, co często skutkuje podejmowaniem złych i ryzykownych decyzji biznesowych. Chęć szybkiego skalowania może prowadzić do zaniedbania fundamentów biznesu, co w dłuższej perspektywie okazuje się destrukcyjne.

W praktyce metoda VC promuje wycenę spółki na zasadzie „wszystko albo nic”. Przyjmuje, że firma odniesie sukces, stąd ich wyceny są gigantyczne. Trochę to zbyt optymistyczne podejścia jak dla mnie.

Metoda VC to wycena dla tych, którzy wierzą bezgranicznie w wizję danej firmy i są gotowi zaryzykować cały kapitał, by zrealizować swój cel. To podejście – pełne subiektywności, optymizmu i ryzyka – nie służy prawidłowemu wyliczeniu wartości wewnętrznej danej spółki.

Metoda rNPV (bieżącej wartości netto skorygowanej o ryzyko)

Metoda rNPV (risk-adjusted net present value) różni się od tradycyjnych metod wyceny, ponieważ nie próbuje udawać, że przyszłość jest przewidywalna. Zamiast tego akceptuje fakt, że młode spółki technologiczne działają w środowisku pełnym niewiadomych. To podejście polega na dyskontowaniu przyszłych przepływów pieniężnych, ale z uwzględnieniem specyficznych ryzyk związanych z daną technologią, otoczeniem rynkowym oraz istniejącą konkurencją.

Podczas gdy inne metody zakładają stabilność przepływów pieniężnych, rNPV wprowadza do równania różne możliwe scenariusze – od najbardziej optymistycznych do tych pesymistycznych – i na ich podstawie wylicza rzeczywistą wartość wewnętrzną danej spółki. Każdy scenariusz jest oceniany pod kątem prawdopodobieństwa, a następnie odpowiednio dyskontowany. To pozwala na stworzenie bardziej realistycznego obrazu wartości wewnętrznej spółki, który odzwierciedla zarówno potencjalne zyski, jak i potencjalne ryzyka.

Młode spółki technologiczne charakteryzują się unikalnym zestawem ryzyk – od niepewności technologicznej, przez zmienność rynkową, aż po ryzyko związane z regulacjami. Metoda rNPV uwzględnia wszystkie te czynniki, dzięki czemu jest znacznie bardziej precyzyjna niż tradycyjne podejścia.

Wykorzystując metodę rNPV, możecie lepiej ocenić, jak poszczególne ryzyka wpływają na przyszłe przepływy pieniężne, a co za tym idzie, na wartość wewnętrzną spółki. Dzięki temu inwestorzy i analitycy mogą lepiej zrozumieć, na jakie ryzyko i na jakie potencjalne zwroty się decydują, a dzięki temu podejmować bardziej świadome decyzje.

Niestety metoda rNPV jest bardzo skomplikowana i trudna do wykorzystania przez przeciętnego inwestora giełdowego. Wyliczana wartość końcowa bywa obarczona często sporym błędem wynikowym. Profesjonalni analitycy giełdowi, którzy dysponują bardzo rozbudowanymi arkuszami Excel, są w stanie policzyć to lepiej niż przeciętny uczestnik rynku. Ale niestety nie dzieje się tak za często. Dlaczego?

Otóż ta metoda, ze względu na swój poziom skomplikowania, umożliwia stosowanie nadużyć i manipulacji, z czego profesjonalni analitycy giełdowi skrupulatnie korzystają. W końcu dla nich ważniejsze jest, aby wynik wyliczony daną metodą zmaterializował się jak najszybciej, a nie żeby wyliczyć go prawidłowo i to w długim terminie. 

Z tego powodu znaczna większość wycen rNPV jest zwyczajnie wykonana błędnie lub opiera się na wielu naciąganych i niezgodnych z rzeczywistością danych tylko po to, aby wartość końcowa wyszła w spodziewanych przez analityka widełkach. Macie więc dwa wyjścia – albo możecie nauczyć się wykonywać ją samodzielnie (dla ambitnych), albo szukać w tych metodach ewidentnych błędów lub nadużyć, jakie nagminnie się w tych analizach pojawiają.

Metoda NAV (wartość aktywów netto): królowa wycen wartości wewnętrznej spółek technologicznych

W świecie pełnym nieprzewidywalności, gdzie przyszłość młodych spółek technologicznych jest wciąż niepewna, potrzeba narzędzia, które zdoła uchwycić obecną wartość wewnętrzną firmy w sposób prosty i przejrzysty. Metoda NAV (net asset value) jest odpowiedzią na to wyzwanie – to podejście, które koncentruje się na wycenie posiadanych aktywów firmy, odliczając od nich jej zobowiązania.

Metoda NAV różni się od tradycyjnych metod wyceny, ponieważ nie próbuje zgadywać przyszłości. Zamiast tego oferuje aktualny obraz wartości wewnętrznej danej firmy. To podejście polega na sumowaniu wszystkich aktywów, jakie firma posiada, takich jak gotówka, wartość rozwijanych technologii, patenty, nieruchomości, sprzęt, a następnie odejmowaniu od tej sumy wszystkich zobowiązań firmy.

Podczas gdy inne metody zakładają przyszłe zyski i rozwój, NAV koncentruje się na potencjale, który firma posiada tu i teraz. To jak sporządzenie bilansu, który pokazuje realną wartość potencjału firmy na dany moment, bez ryzyka wynikającego z przyszłych zmian.

Młode spółki technologiczne często posiadają unikalne aktywa, takie jak innowacyjne technologie, prawa własności intelektualnej czy zaawansowany sprzęt, które mają realną wartość, nawet jeśli firma jeszcze nie generuje stabilnych przychodów. Metoda NAV pozwala uwzględnić te aktywa i przedstawić ich wartość netto, co daje konserwatywny, ale konkretny obraz wartości wewnętrznej danej firmy.

Jedną z największych zalet metody NAV jest jej prostota i przejrzystość. Inwestorzy i analitycy mogą łatwo obliczyć NAV na podstawie dostępnych danych liczbowych, co sprawia, że jest to narzędzie łatwe w użyciu i zrozumiałe dla przeciętnego uczestnika rynku kapitałowego.

Przy wycenie młodych spółek technologicznych metoda NAV jest bardzo użyteczna, szczególnie jeśli firma posiada znaczące aktywa. Inwestorzy uzyskują konserwatywny, ale realistyczny obraz wyceny wartości wewnętrznej firmy, co może być przydatne w ocenie ryzyka i podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Dla tych, którzy szukają stosunkowo prostych, ale użytecznych środków i są gotowi podejmować decyzje oparte na wartości wewnętrznej danej spółki – metoda NAV jest najlepszym wyborem. Jeśli więc naprawdę chcecie odnosić sukcesy w inwestowaniu w młode spółki technologiczne i zrozumieć, jaka jest rzeczywista wartość wewnętrzna tych spółek, to zacznijcie używać mojej autorskiej metody liczenia wartości wewnętrznej spółek technologicznych opartej na metodzie NAV oraz przygotowanych przez mnie dyskontach finansowych… Ale o tym napiszę Wam już w następnej części.

Chcesz wiedzieć więcej?

Zmień myślenie...

Inwestuj Inaczej

facebook youtube linkedin